Jeżeli nie ogarniesz się do pięćdziesiątki, to istnieje duże ryzyko, że nie ogarniesz się już wcale.
Pięćdziesiąt lat to dla kobiety i mężczyzny taki moment, w którym trzeba zatrzymać się i uczciwie zapytać samego siebie:
Co dalej?
Czy zostaję dokładnie w tym miejscu, w którym jestem? Czy przez kolejnych piętnaście albo dwadzieścia lat będę robić to samo, czekając na emeryturę? A potem usiądę i powiem:
„Kurde, i co z tym moim życiem? Co ja właściwie z niego miałem?”
Oczywiście nie wszyscy chcą podróżować. Nie wszyscy marzą o nurkowaniu, zdobywaniu wulkanów, pielgrzymkach, ekstremalnych przygodach czy zwiedzaniu świata. Nie każdy chce żyć w drodze i nie każdy odnajduje szczęście w ciągłych zmianach.
I do tych osób nie kieruję tego przesłania.
Mówię do ludzi, którzy każdego ranka otwierają oczy i myślą:
„Co dzisiaj? Znowu to samo? Znowu dzień świstaka? Znowu praca, obowiązki, rachunki, telefon, telewizor i sen?”
Tak przecież nie da się żyć przez całe życie.
Dlatego trzeba się ogarnąć. Najlepiej przed pięćdziesiątką. Później może być coraz trudniej.
Zaczną boleć kolana. Odezwą się stawy. Kondycja nie będzie już taka jak dawniej. Wejście na wulkan, które dzisiaj wydaje się możliwe, za kilka lat może stać się ogromnym wyzwaniem.
Może zabraknąć odwagi, żeby zanurkować. Człowiek z wiekiem często zaczyna wszystko dokładniej analizować.
„Czy warto schodzić na dziesięć metrów?”
„A może na dwadzieścia?”
„Czy na pewno powinienem nurkować na trzydzieści albo czterdzieści metrów?”
„A co będzie, jeżeli nie wrócę?”
I przez ten strach możesz nigdy nie zobaczyć rekina leżącego na dnie morza. Nie zobaczysz rafy koralowej. Nie wejdziesz na szczyt. Nie poznasz ludzi, których mógłbyś spotkać. Nie przeżyjesz historii, które mogłyby zostać z tobą na zawsze.
Świat jest ogromny i niesamowity. Pan Bóg stworzył go dla nas. Dał nam możliwość poznawania, odkrywania i przeżywania.
Tymczasem dzisiaj często wygląda to tak, jakby świat podporządkowały sobie wielkie korporacje, a my staliśmy się jedynie wykonawcami ich poleceń.
Pracuj.
Kupuj.
Płać.
Przewijaj ekran.
Oglądaj reklamy.
Porównuj się z innymi.
A potem zaczynaj wszystko od początku.
Siadasz z telefonem w ręku i bezmyślnie przewijasz internet. Mija dziesięć minut, potem piętnaście, dwadzieścia, trzydzieści albo czterdzieści.
To są minuty twojego życia. One już nigdy nie wrócą.
W tym czasie mógłbyś obejrzeć dobry film podróżniczy. Ktoś powie, że oglądanie filmu również jest stratą czasu. Być może. Ale dobry film może cię zainspirować. Może sprawić, że zapragniesz zobaczyć jakieś miejsce na własne oczy.
Możesz też w tym czasie odmówić różaniec. Możesz się pomodlić, pomedytować, uspokoić i skupić. Możesz przez chwilę pomyśleć o własnym życiu.
Być może właśnie podczas tych dwudziestu minut ciszy podejmiesz jedną decyzję, która zmieni wszystko.
Życie trzeba przeżyć na swoich warunkach.
Powtórzę to jeszcze raz:
Jeżeli chcesz dobrze przeżyć życie, musisz przeżyć je na własnych warunkach.
Zaraz ktoś zapyta:
„A co z kredytem?”
„A co z rachunkami?”
„A co z pracą?”
„A co z obowiązkami?”
Trzeba to wszystko poukładać. Nikt nie mówi, że masz jutro rzucić pracę, przestać płacić rachunki i wyjechać bez żadnego planu.
Ale może warto uczciwie przyjrzeć się temu, co cię więzi.
Jeżeli masz dom warty milion złotych i przez większość życia spłacasz ogromny kredyt, zastanów się, czy naprawdę tego potrzebujesz.
Może możesz sprzedać ten dom i kupić mniejszy za trzysta albo czterysta tysięcy złotych?
Czy naprawdę potrzebujesz tak dużego mieszkania w tak drogiej lokalizacji?
Dzieci już się wyprowadziły. Trzy pokoje stoją puste. Ty nadal pracujesz ponad siły, żeby utrzymać przestrzeń, z której właściwie nie korzystasz.
Masz dom, ale nie masz czasu.
Masz samochód, ale nie masz dokąd pojechać.
Masz piękne meble, ale nie masz kiedy spokojnie przy nich usiąść.
Masz rzeczy, lecz coraz mniej masz życia.
A jeżeli jutro dostaniesz zawału, a pojutrze udaru, nie zabierzesz tego mieszkania na drugą stronę.
Ktoś powie:
„Wspomnień z podróży też nie zabierzesz”.
Oczywiście, że nie.
Ale zanim odejdziesz, będziesz naprawdę żył.
Będziesz miał poczucie, że widziałeś świat, przeżyłeś przygody, kochałeś, rozmawiałeś, modliłeś się, śmiałeś się, bałeś się i pokonywałeś własne granice.
Nie będziesz tylko zasuwał według korporacyjnego porządku, który ktoś stworzył po to, abyś pracował, kupował i spłacał.
Pamiętaj, życie masz tylko jedno.
Pan Bóg dał ci jedno życie tutaj, na ziemi. Dał ci je po to, abyś przeżył je dobrze, mądrze i zgodnie z własnym sumieniem.
Jeżeli twoim wyborem jest kariera w korporacji, proszę bardzo. Jeżeli naprawdę to kochasz i właśnie tak chcesz żyć, to jest twoja droga.
Ale nie oszukuj samego siebie.
Jeżeli w głębi duszy marzysz o czymś innym, nie odkładaj tego bez końca.
Jeżeli lubisz spędzać czas z żoną, to spędzaj z nią czas.
Jeżeli kochasz podróże, to podróżuj.
Jeżeli chcesz chodzić po górach, zacznij chodzić po górach.
Jeżeli chcesz pojechać na pielgrzymkę, nie czekaj na idealny moment.
Jeżeli potrzebujesz odmówić różaniec, pomyśleć, podumać i porozmawiać z Panem Bogiem, znajdź na to czas.
To właśnie jest życie.
Nie luksusowy samochód.
Nie większy dom.
Nie kolejne stanowisko zapisane na wizytówce.
Życie to czas spędzony z ludźmi, których kochasz. To przygody, które przeżyłeś. To chwile ciszy, modlitwy i wdzięczności. To poczucie, że nie zmarnowałeś wszystkich swoich dni na wykonywanie cudzych poleceń.
Powiem wam jedno:
To jest dobre życie.
Życie przeżywane świadomie. Życie na własnych zasadach. Życie, w którym jest miejsce na miłość, podróże, Boga, refleksję, wolność i odwagę.
Nie czekaj, aż wszystko będzie idealne, bo taki moment może nigdy nie nadejść.
Nie czekaj do emerytury.
Nie czekaj, aż dzieci dorosną, kredyt się skończy, sytuacja się uspokoi, a świat przestanie stawiać przed tobą problemy.
Zacznij żyć teraz.
Trzymajcie się. Życzę wam miłego, pięknego i wspaniałego dnia.













































