poniedziałek, 12 października, 2026
Strona główna informacje Zamówili tylko naleśniki. Kelner kazał im wyjść z restauracji w Chorwacji. Turyści...

Zamówili tylko naleśniki. Kelner kazał im wyjść z restauracji w Chorwacji. Turyści w szoku

Zamówili tylko naleśniki. Kelner kazał im wyjść z restauracji
Zamówili tylko naleśniki. Kelner kazał im wyjść z restauracji

Czy restauracja może decydować, że klient wydał za mało pieniędzy? Głośna historia z chorwackiej wyspy Krk wywołała burzę w internecie. Czterech turystów z Węgier miało zostać poproszonych o opuszczenie restauracji, ponieważ zamiast pełnego obiadu lub kolacji zamówili tylko naleśniki. Łączna wartość zamówienia wynosiła dwadzieścia osiem euro.

Do niecodziennej sytuacji doszło w popularnej restauracji na chorwackiej wyspie Krk. Sprawę opisują chorwackie oraz węgierskie media.

Według relacji opublikowanej przez matkę jednego z uczestników zdarzenia czterech młodych Węgrów przyszło do zatłoczonej restauracji. Na wolny stolik mieli czekać około dziesięciu do piętnastu minut.

Kiedy w końcu usiedli, pojawił się kelner i przyjął zamówienie.

I wtedy zaczął się problem.

Cztery porcje naleśników za dwadzieścia osiem euro

Każdy z turystów chciał zamówić porcję naleśników kosztującą siedem euro. Łącznie rachunek wyniósłby więc dwadzieścia osiem euro.

Według relacji turystów kelner miał zareagować bardzo negatywnie. Problemem nie była dostępność naleśników ani godzina pracy kuchni.

Problemem miało być to, że goście zamówili tylko deser.

Kelner miał zwrócić uwagę, że trwa właśnie największy wieczorny ruch, a przed restauracją czekają kolejni klienci chcący zjeść pełny posiłek. Ostatecznie czterech Węgrów miało zostać poproszonych o zwolnienie stolika i opuszczenie lokalu.

Klient jest klientem czy liczy się wysokość rachunku?

Historia błyskawicznie podzieliła internautów.

Jedni uważają, że zachowanie obsługi było niedopuszczalne. Skoro naleśniki znajdowały się w menu, gość powinien mieć prawo je zamówić. Klient nie powinien również zastanawiać się, czy jego rachunek będzie dla właściciela restauracji wystarczająco wysoki.

Dwadzieścia osiem euro za cztery porcje naleśników trudno też uznać za symboliczną kwotę.

Druga grupa patrzy jednak na sprawę z punktu widzenia restauratora. W godzinach największego ruchu stolik dla czterech osób może zostać zajęty przez klientów, którzy zamówią pełną kolację, napoje i dodatkowe dania. Wartość takiego rachunku może być wielokrotnie wyższa.

Czy jednak właśnie takie kalkulacje powinny decydować o tym, kto może zostać klientem restauracji?

Przyjechałeś na deser? Możesz nie być mile widziany

Sprawa z Chorwacji pokazuje coraz częściej spotykany problem w najbardziej obleganych miejscowościach turystycznych.

W popularnych kurortach lokale próbują maksymalnie wykorzystywać niewielką liczbę stolików podczas godzin największego ruchu. Z tego powodu zdarzają się restauracje, które w porze obiadowej lub wieczornej preferują klientów zamawiających pełne posiłki, a nie jedynie kawę, drinka czy deser.

Kluczowe pytanie brzmi jednak: czy klient powinien dowiedzieć się o takich zasadach przed zajęciem stolika, czy dopiero po złożeniu zamówienia?

Jeżeli restauracja wymaga minimalnej wartości zamówienia albo w określonych godzinach obsługuje wyłącznie klientów zamawiających dania główne, jasna informacja przy wejściu lub w menu mogłaby zapobiec podobnym konfliktom.

Chorwacja żyje z turystów. Czy takie historie jej szkodzą?

Krk to jedna z najbardziej znanych turystycznych wysp Chorwacji. Każdego roku przyjeżdżają tam tysiące zagranicznych turystów.

Dlatego pozornie niewielki konflikt w jednej restauracji może bardzo szybko stać się międzynarodową historią.

W tym przypadku wydarzenie zostało opisane nie tylko przez media węgierskie, ale również przez największe portale w Chorwacji. Dyskusja szybko przestała więc dotyczyć czterech naleśników.

Zaczęła dotyczyć tego, jak powinien być traktowany turysta i czy wysokość rachunku może decydować o tym, czy jest mile widzianym gościem.

A Wy co o tym sądzicie?

Czy kelner miał rację, ponieważ w godzinach największego ruchu chciał zwolnić stolik dla klientów zamawiających pełną kolację?

A może sprawa jest prosta: skoro naleśniki znajdowały się w menu, czterech klientów miało pełne prawo usiąść, zamówić cztery porcje i spokojnie je zjeść?

Czy spotkaliście się kiedyś w Chorwacji, Włoszech, Hiszpanii lub innym turystycznym kraju z sytuacją, w której obsługa oczekiwała określonej wartości zamówienia?